We wtorek zaliczyłam minisiłownię, zwaną szumnie "body center". Mają tam bieżnię, dwa orbitreki, rowerek oraz rolki masujące i pasy wibracyjno-szorujące. Machnęłam sobie coś takiego:
Jestem zadowolona, bo trening wycisnął ze mnie siódme poty, jednak po przyjściu do domu miałam jeszcze siłę na sprzątanie i spacer. Znam siebie już na tyle, że wiem jak działa ostry trening, po którym nie mogę się ruszyć 3 dni - tracę zapał i przestaję ćwiczyć. Bieżnię kocham oficjalnie - biega mi się wygodnie, nie męczę się tak jak w terenie. Tam po chwili sama narzucam sobie durne tempo, zdecydowanie za szybko, a na bieżni dostosowuję się do programu. Na dziś plan podobny, jednak na pewno zwiększę długość treningu oraz postaram się zwrócić uwagę na puls. Jakie są Wasze doświadczenia z pulsometrami przy urządzeniach do treningu? Warto z nich korzystać czy raczej inwestować w osobne urządzenie?
Środa stała pod znakiem łyżwiarstwa. Kupy śmiechu bardziej, bo żadna z 4 nas na łyżwach jeździć nie potrafi, ale ubaw po pachy! Dwie godziny wygłupów, na szczęście bez upadków, okraszone WYGRANĄ W KONKURSIE WALENTYNKOWYM! Wygrałyśmy z przyjaciółką wyjazd na weekend do Szczyrku! Niewiarygodne, ale ściskam właśnie w ręku zaproszenie - to się naprawdę wydarzyło! Zobaczcie, z jaką dumą sunęłam po tafli ;)
Okej, dwa dni ruchu zaliczone! Dziś oprócz siłowni planuję rozpocząć wyzwanie, które znalazłam na blogu Pauliny: "Być idealną"
Link do postu: http://www.bycidealna.pl/2013/09/wyzwanie-stworz-lepsza-wersje-siebie.html
"Poniedziałkowe spalanko" zrobię sobie w czwarteczek, a co! :D
Pozdrawiam Was serdecznie, bez zakwasów, a z uśmiechem! ;)
J.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz